Życie Harry'ego zmienia się, tak samo on. To w czym kiedyś widział zło dzisiaj zaczęło go interesowac. Spotka też swoją osobą którą będzie darzył uczuciem większym niż sam sądził...
PROLOG *
- Severusie… – wyszeptała kobieta o czarno-białych włosach, a łzy spływały po jej bladej skórze -…mój syn… mój jedyny Syn…
- Draco powinien być dumny – powiedziała druga kobieta o brązowych, długich, kręconych włosach –Czarny Pan obdarzył go wielką łaską, a on nie opiera się przed spełnieniem tego zadania, on się cieszy, że ma szansę się wykazać. Rwie się do tego! – Krzyknęła i zaczęła krążyć jak kruk po pokoju, oglądając co ciekawsze rzeczy . Narcyza zaczęła głośno szlochać, nie odrywając wzroku od Snape’a.
- Dlatego, że ma tylko szesnaście lat i nie wie co go po tym czeka! Dlaczego? Dlaczego Severusie? Dlaczego właśnie mój syn? To niebezpieczne! To zemsta za błędy Lucjusza! – przekręciła głowę w prawą stronę, spoglądając na Bellatrix.
- Jeśli Draconowi się powiedzie stanie się bohaterem największym z nas – powiedział Snape wciąż nie patrząc na Narcyzę. Kobieta wzięła kieliszek wina do ręki i wzięła jeden łyk czerwonej substancji.
- Ale chodzi o to… że jeszcze nikomu się nie udało… Severusie, proszę, zawsze byłeś jego ulubionym nauczycielem… od dawna jesteś przyjacielem Lucjusza… błagam… Czarny Pan TOBIE ufa najbardziej z nas wszystkich… proszę... Ty możesz to zrobić, zamiast niego, tobie się uda… na pewno… ty dasz radę – powiedziała zapłakana kobieta, wstając. Podeszła bliżej do Severusa, spoglądając w jego czarne jak smoła oczy, licząc na to, że ujrzy w nich choć trochę czegoś, co by oznaczało e ma szansę go przekonać.
- Wiesz, że nie mogę… - wyszeptał Snape nadal nie ukazując żadnych emocji -… Czarny Pan jemu zlecił to zadanie i wiesz, że nie mam tutaj nic do powiedzenia. – powiedział tracąc już cierpliwość do Narcyzy. Nie ważne jakby go błagała, nie mógł tego zrobić, nie chciał narażać się swojemu Panu.
- Severusie… błagam! On nie da rady… - krzyknęła i upadła na kolana zatapiając twarz w dłoniach. Mogła posłuchać Bellatrix, wiedziała że on się nie zgodzi, a mimo to, przyszła… przyszła i musi błagać o pomoc… nie sądziła, że kiedyś coś takiego zrobi, a jednak.
- Wybacz mi Narcyzo… - powiedział i popatrzył się na nią po raz pierwszy odkąd zaczęli rozmawiać - …wiem, że da sobie radę i nie mogę mu pomóc, nawet jakbym chciał.
- Proszę… - wyszeptała podnosząc się z podłogi i stając u boku Bellatrix, która już szykowała się do wyjścia, poprawiając swoją jedwabistą suknię.
- Nie – odparł Snape tym razem bezinteresownie gdyby go to w ogóle nie obchodziło i nie dotyczyło.
- Mówiłam Ci –odezwała się po chwili Bellatrix, poprawiając swoje długie włosy i z uśmiechem satysfakcji, że miała rację w kwestii Dracona.
- Dobrze, ale obiecaj, że będziesz go chronił… tylko tyle… błagam – powiedziała już nie z taką pewnością jak na początku bo wiedziała, że jak raz odmówi to nie miała na co liczyć. Snape zaczął krążyć po pokoju, zastanawiając się co powiedzieć, nie chciał jej zawieść, nie chciał, żeby Draco stracił życie albo został narażony na niebezpieczeństwo.
- Nie mogę Ci nic obiecać ale postaram się. – powiedział i podszedł do fotela który stał niedaleko okna i usiadł na nim poprawiając swoją długą, czarną pelerynę.
- Dziękuję chociaż za tyle…- szepnęła kobieta, poprawiając swój lekko szarawy płaszcz, na dworze było zimno… po chwili udała się ze swoją siostrą do wyjścia, opuszczając mieszkanie Snape’a.
Rozdział 1
Zmiany w życiu
Harry Potter, wybraniec, złoty chłopiec, chłopiec-który-przeżył odwiązał kopertę i rozłożył znajdujący się w niej pergamin.
WYNIKI EGZAMINU
POZIOM STANDARDOWYCH UMIEJĘTNOŚCI MAGICZNYCH
HARRY JAMES POTTER OTRZYMAŁ:
Astronomia P
Opieka nad magicznymi stworzeniami P
Zaklęcia P
Obrona przed czarną magią W
Wróżbiarstwo N
Zielarstwo P
Historia magii O
Eliksiry W
Transmutacja W
Otworzył szerzej oczy. Przeczytał to kilkakrotnie, bo nie wierzył w to, co widział. Z eliksirów miał Wybitny! Jakim cudem, tego nie umiał zrozumieć… Zwłaszcza, że uczył go profesor Snape. Ale nie przywiązywał do tego jakiejś większej uwagi, dostał to dostał, to się liczyło teraz najbardziej. Ron i Hermiona patrzyli na swoje kartki, dziewczyna otwierając ją, nerwowo kręciła się na boki, a Rudzielec, jak gdyby nigdy nic, otworzył swoją kopertę. Mina Hermiony nie wyrażała wielkiego zadowolenia, raczej zawiedzenie, bo liczyła na to, że jednak jej oceny będą lepsze. Po chwili Ron przełożył nos przez ramię Harry’ego i wykrzyknął:
- Wybitny z eliksirów! – Jego ton był przepełniony zdziwieniem takim samym, jaki przeżył Harry podczas gdy czytał oceny w myślach.
- Masz wybitny? – spytała dziwnym głosem Hermiona. W końcu Harry miał wybitny, a ona nie.
- Tak, a co ty? – spytał, co najwidoczniej nie spodobało się Hemrionie, bo zrobiła naburmuszoną minę i podała mu kartkę. Jednocześnie wpatrzyła się w oceny Harry’ego, które trzymał Ron w prawej ręce. Otworzyła oczy ze zdziwienia. Wiedziała, że Harry raczej nie przykładał się do nauki, a tu proszę… oceny, jakby był w Ravenclawie. Bliznowaty przez cały czas obserwował ich, gdy przyjaciele spoglądali na jego listę ocen. Po pewnym czasie lewą rękę włożył do kieszeni i spojrzał na kartkę Hermiony.
WYNIKI EGZAMINU
POZIOM STANDARDOWYCH UMIEJĘTNOŚCI MAGICZNYCH
HERMIONA JEAN GRANGER OTRZYMAŁA:
Astronomia W
Opieka nad magicznymi stworzeniami W
Zaklęcia W
Obrona przed czarną magią P
Wróżbiarstwo W
Zielarstwo P
Historia magii W
Eliksiry Z
Transmutacja P
Przyglądał się jej przez chwilę i zauważył, że z niektórych przedmiotów ma lepsze oceny niż jego koleżanka. Ciszę przewał Ron, który wykrzyknął uradowany:
- No to jesteśmy owutemiakami! Harry! Ty to możesz już być nawet aurorem!
Zielonooki tylko spojrzał na niego, następnie na Hermionę, która wyglądała na nieco zawiedzioną tym, co zobaczyła i jednocześnie porównała. W całym pomieszczeni zaczęło pachnieć kiełbaskami pani Weasley. Fred i George od razu się po nie rzucili, ale reszta nadal rozmawiała.
- Taa… Super. – mruknął znudzony Harry. Szczerze, to odechciało mu się być tym całym „Wybrańcem”, ratowanie świata znudziło go, zmienił się psychicznie jak i fizycznie, wyrzucił okulary, zaczął kupować drogie i markowe ubrania, stał się oschły, nic go nie zadowalało. Bardziej nudziło go to, że jego życie jest już ustawione: Uratować świat i umrzeć. On tak nie chciał, chciał żyć jeszcze kilkanaście lat, a nie zginąć za góra dwa lata. Hermiona sięgnęła po ostatnią z trzech kiełbasek, które leżały na talerzu, a Fred wziął dwie ostatnie, czego nie zauważył Ron. Chłopak spytał mamy:
- Mamo, są jeszcze jakieś kiełbaski?
- Niestety, Fred zjadł dwie ostatnie. – Rudzielec spiorunował brata wzrokiem, a ten tylko obdarował go zwycięskim uśmiechem i wziął się za jedzenie ostatniej kiełbaski. Hermiona zaczęła jeść swoją, próbując nie śmiać się z wściekłego i głodnego Rona. Po kolacji Harry, Ron i Hermiona udali się do pokoju Hermiony, w którym były brązowe ściany, naprzeciwko drzwi znajdowało się łóżko, po prawej stronie była szafa, a obok niej mała komoda. Na lewej ścianie było okno, przez które było widać pola i łąkę. Hermiona usiadła na sofie, która była nieco zniszczona, i przyglądała się Harry’emu i Ronaldowi. Chłopcy próbowali się usadowić na podłodze. Kiedy już usiedli wygodnie, Ron przerwał niezręczną ciszę, która panowała w pokoju.
- Harry?
Chłopak podrapał się po ręce i spojrzał na niego.
- Tak?
- Ty jesteś w końcu z Ginny? – spytał zaciekawiony. Hermiona momentalnie odwróciła wzrok od okna i czekała z zapartym tchem na odpowiedź Harry’ego. Ciemnowłosy tylko uśmiechnął się cynicznie, patrząc na Hermionę, a potem na Rona, po czym powiedział z nutką podejrzliwości:
- Co? Nie. Nie jestem. Skąd ci to do głowy przyszło?
- Znikąd, tak po prostu się spytałem – odparł i utkwił wzrok w swoich stopach. W pokoju nagle zrobiło się niesamowicie zimno. Dziewczyna szczelnie okryła się kocem, który wezwała za pomocą zaklęcia Accio. Chłopaki tylko spojrzeli na nią z zazdrością. Ron przeczesał swoje włosy i spojrzał na Hermionę, która skubała paznokcie, jakby czymś się denerwowała.
- Idziecie jutro ze mną na Pokątną? – zapytał Harry, energicznie podnosząc swoją głowę. Ron odwrócił wzrok od dziewczyny i spojrzał tym razem na niego.
- Jasne. Muszę dokupić jeszcze parę podręczników do szkoły – powiedziała Hermiona, uśmiechając się, jakby szkoła była jej ulubionym miejscem. Ronald tylko pokręcił głową, ponieważ spodziewał się dokładnie takiej odpowiedzi. Harry momentalnie zmienił wyraz twarzy z pytającego na zupełnie obojętny, jakby w ogóle nie zadał żadnego pytania.
- Super. Wiecie co… ja już idę do siebie, jestem zmęczony, a poza tym tu jest zimno jak diabli. Zepsuło się coś czy jak? Dobranoc. – Ron i Hermiona zaśmiali się z Harry’ego, a ten tylko wstał i wyszedł z pokoju, zostawiając ich samych w zimnym pomieszczeniu. Hermiona przez chwilę wpatrywała się w drzwi. Ron wyczarował sobie sweter, bo naprawdę temperatura, jaka panowała w pokoju, była nie do wytrzymania, nawet dla pingwina. Chłopak spojrzał na Hermionę, jakby chciał, żeby się odezwała. Cisza, jaka panowała, stawała się niezręczna. Jego modły spełniły się.
- Ron… ty też zauważyłeś, że Harry stał się taki oschły, jakby nie był sobą? Nie jest już taki jak rok temu. – Spojrzała na niego pytająco z dziwnym wyrazem twarzy i zaczęła przecierać ręce pod wełnianym kocem. On spojrzał na nią zdziwiony. Tez zauważył, że coś się dzieje z Harrym ale uznał ze to tylko chwilowe. W sumie dla niego humorki Harry’ego zawsze się zmieniały w zależności od tego, co się działo w otoczeniu. Ron wywrócił oczami, i poprawił koszulkę, po czym powiedział:
- Ta… ale to może przez Sama-Wiesz-Kogo?
- Bardzo prawdopodobne – odparła, tak jakby miała rację. Po chwili uznała, że to może być naprawdę racja. Przecież ON się odrodził i teraz zbiera siły, w końcu blizna Harry’ego… Dziewczyna tylko odwróciła wzrok, zaczynając kręcić swoimi włosami.
- Dobra, idę już do siebie, dobranoc Miona – powiedział Ron i wyszedł ociężale przez drzwi do swojego pokoju, starając się nie obudzić pozostałych. Hermiona również uznała, że pora już spać. Jak co wieczór tradycyjnie podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Na niebie był duży księżyc i łatał nietoperz, od razu skojarzył jej się z profesorem Snapem. Uśmiechnęła się pod nosem i podreptała do łóżka. Długo nie mogła zasnąć, ponieważ rozmyślała nad tym, co jeszcze musi kupić na Ulicy Pokątnej.
*Własna wersja rozdziału Spinner's End z Harry Potter i Książę Półkrwi autorstwa J.K. Rowling
Fajne przekształcenie tekstu, wszystko konkretnie i na temat, Ron pokazany w swojej typowej roli wiecznego głodomora, na pewno trochę ci zajęła edycja tekstu, bo nie zauważyłem błędów, co mało komu się udaje, jedna połknięta litera to chyba wszystko co udało mi się znaleźć, ciekawe opowiadanie w gruncie rzeczy, dziwne jest jedno, że skoro rozmowa Snape'a z siostrami Black miała miejsce w części serii, w której eliksirów wtedy uczył Slughorn, a nie Snape, który w życiu nie dałby mu W z tego egzaminu, ale uwzględniam twoją wersję, więc czekam na kolejną część.